poniedziałek, 28 grudnia 2015

Yamaguchi Tsutomu - podwójny hibakusha.


Piękne, słoneczne, sierpniowe popołudnie co oznacza powrót do domu z delegacji....

6 sierpnia 1945, Hiroszima, Yamaguchi Tsutomu wraz ze swoimi dwoma podopiecznymi standardowo wstali o godzinie 7 rano i zaczęli wykonywać swoją codzienną poranną rutynę - toaleta, śniadanie, praca. Kolejnego dnia mieli już wrócić do domu znajdującego się w Nagasaki. Tego dnia pogoda była piękna, co udzieliło się Tsutomu. Rozmyślając nad powrotem do domu Yamaguchi przypomniał sobie przed wejściem do autobusu, który jechał do stoczni, o ważnych dokumentach. Pośpiesznie wrócił do akademika, gdzie mieszkał na czas delegacji, po świstki i ruszył ku swojej fabryce. "Urzędował" w dzielnicy Eba - to około 3 km od miejsca, gdzie odbyło się całe epicentrum. Przechodząc po "Ebowskich" ulicach usłyszał skowyt silników samolotu. Odruchowo spojrzał ku górze.

"Spojrzałem w górę i zobaczyłem wysoko na niebie coś na kształt dwóch białych spadochronów lecących w dół. Całe niebo rozbłysło białym oślepiającym światłem. Usłyszałem przerażający odgłos wybuchu gdzieś w powietrzu, które zaczęło przybierać kształt nieskończenie wielkiej, pęczniejącej białej kuli. W pewnym momencie jakaś siła zdmuchnęła mnie z miejsca, w którym stałem. Zdmuchiwała też wszystko, co napotkała na drodze - budynki, drzewa, samochody, tramwaje. W myślach jak w filmie przewijały się obrazy mojej żony i synka. Straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem znalazłem się na jakimś polu ziemniaków, jakieś 20 metrów dalej. Nic nie słyszałem. Widziałem nad sobą jakąś pęczniejącą chmurę w kształcie grzyba, która robiła się coraz większa i sięgała coraz wyżej. Mieniła się kolorami tęczy jak w kalejdoskopie. Myślałem, że ta chmura to jakiś trujący gaz. Nie przyszło mi do głowy, że to mogła być bomba atomowa. Nagle na niebie zrobiło się ciemno. Bolało mnie całe ciało. Ale mimo to udało mi się przewrócić na bok. Moje lewe ucho przeszywał ból. Nic nie słyszałem. W oddali było widać wielkie jęzory ognia wybijające się w górę z dachów domów. Dotknąłem swojej głowy, nie miałem włosów. (...) Z trudem wstałem i zacząłem biec ile sił przed siebie. Nagle zaczął padać czarny deszcz. Ludzie, których mijałem miotali się jak w obłędzie, palili się żywcem, a ich rozżarzona skóra odchodziła płatami. Przysiadłem się na ławce do dwóch krwawiących studentów. Zapytali <co się stało z twarzą?>, po czym jeden wyjął z torby jakąś maź - olej palmowy - i zaczął smarować mnie. Czułem przeszywający ból w lewej części ciała. Od głowy, aż do stóp.  Niebo nad Hiroszimą było czarne. Pomyślałem, że pójdę do firmy zobaczyć jak się ma moich dwóch podopiecznych. Na ulicach nie było widać ani policji, ani wojska. (...) To było piekło. Nie potrafiłem wtedy znaleźć innych słów, by to opisać." Yamaguchi Tsutomu.

Yamaguchi Tsutomu (ur. 1916, Nagasaki) syn Richiiego i Sugi Yamaguchi. Ojciec pochodził z wiekowe, zamożnego rodu. Prowadził przedsiębiorstwo energetyczne, które bardzo dobrze prosperowało. Chciał, aby jego syn był potężnym, silnym, cieszącym się szacunkiem człowiekiem, więc po naradzie u specjalisty od nadawania imion postanowił nazwać go Tsutomu. Jego imię było tak rzadkie, że nawet nauczyciele nie potrafili odczytać go ze znaków kanji. Co oznaczało? Zdrowie, ambicja, rzetelne wykonywanie swojej pracy. Imię zobowiązuje, Tsutomu już w przedszkolu interesował się statkami i je szkicował,a nauczyciele byli zachwyceni obszerną wiedzą na temat żeglugi. Smutny jego los, ponieważ jako 8 latek został już doświadczony przez życie - stracił matkę, które popełniła samobójstwo z powodu problemu z teściową oraz śmiercią córki/jego siostry. Rodzinną tragedię odreagowywał w szkole wdając się w bójki. W gimnazjum połączono etykę z patriotyzmem. Były to  późne lata 20, XX wieku, gdy Japonia podbiła Chiny oraz Rosję. Imperium rosło w siłę. Dzieci w szkołach uczono musztry, trzymania broni, marszu, wierszy patriotycznych. W drugiej klasie Tsutomu wyrecytował wierszyk o wolności, pokoju i radości - Japońscy żołnierze zarzucili mu  szpiegostwo dla Amerykanów. 

18 letni chłopak w marcu 1934 został młodszym rysownikiem w Zakładach Produkcji Statków Mitsubishi. Był bardzo zdolnym członkiem, więc zaledwie po trzech latach ciężka i rzetelna praca mu się opłaciła - stał się inżynierem. W 1943 po namowach ojca, który był zmartwiony statusem kawalerskim swojego syna Tsutomu (27) postanowił ożenić się Hisako (23), piastunka dzieci. Rok po ślubie urodził się synek, niestety.. zmarł po ciężkim przeziębieniu. 

11 sierpnia 1944r... tego dnia odbył się horror. Zbombardowano Nagasaki... Yamaguchi był tak zajęty pracą, że nie miał czasu martwić się nowymi atakami... Z powodu braku rąk do pracy Tsutomu po narodzinach kolejnego syna został wysłany na 3 miesięczną delegację do Hiroszimy. Z samego początku miasto wydawało mu się oazą spokoju, aż do 6 sierpnia...

Dzień po ataku atomowym w Hiroszimie odjeżdżał pociąg o Nagasaki. Okropne widoki, rzeki ciał, morze krwi, zniszczone domy- takie widoki żegnał. Tsutomu w Nagasaki nie odpoczywał, ponieważ ludzie chcieli posłuchać jego relacji z dnia 6 sierpnia. Następnego dnia Yamaguchi z wielkim bólem ciała wstał i mimo protestów żony powędrował do firmy. Rozmawiając z inżynierem, który i tak nie uwierzył, wręcz skarcił go, za relacji Tsutomu zza szklanej szyby ujrzał WIELKI rozbłysk. Wskoczył pod biurko, gdy nagle zadrżało całym budynkiem. Gdy tylko wybiegł z budynku ujrzał płonące Nagasaki. Jego ciało było czerwone niczym mięso tuńczyka.. Otwarte rany, brak opatrunków...  Po raz kolejny ujrzał tego samego grzyba... Szybko pobiegł do domu.. Na szczęście jego żona i syn byli cali. 

Dzień 15 sierpnia, jest dniem, w którym cesarz ogłosił kapitulację Japonii. Yamaguchi cieszył się, że jego kraj nie jest już pod ostrzałem. Lecz napromieniowane ciało dawał mu się we znaki. Z czasem, gdy cięło się etaty mężczyznę zwolniono. Na szczęście znał biegle angielski, więc dostał się jako tłumacz amerykańskich inżynierów. Tsutomu nie żywił urazy do Amerykanów, jak sam powiedział "My, Japończycy również zabijaliśmy.". Z czasem, w 1971 Yamaguchi przeszedł na emeryturę dorabiając sobie w małej firmie... Wspomnienia wróciły, gdy w wieku 60 lat zmarł jego syn na skutek napromieniowania. Do końca swoich dni nawoływał ludzi i inne narody, aby zaprzestały, zlikwidowały bomby atomowe!

Tak, post mega długi! :) Dajcie znać, czy mój trud i włożone serce w ten wpis się opłaciły! <3

24 komentarze:

  1. Oczywiście,że opłaciły. Przeczytałam od deski do deski, trochę tematyka dla mnie (kto by się spidziewał, nie?). Też jestem za zlikwidowaniem bomb atomowych, ale to raczej nierealne. My ludzie,a przynajmniej niektórzy z nas, mamy nienaeiść i żądzę władzy za skórą... Cierpią za to inni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, kochana! Zdziwiłaś mnie! Cieszę się, że post się spodobał!

      Usuń
  2. Nie wiem jak określić ten post. Ze względu na temat nie da się powiedzieć, że jest on... śliczny, ładny i nie wiadomo jak cudowny.

    Dlatego też stwierdzam, że podziwiam Ciebie z racji, iż potrafisz tak dobrze przekazać tak trudny i niezbyt kolorowy temat. Osobiście Ci zazdroszczę:)

    Czekam na następny post i życzę szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, post jest dość smutny...

      Dziękuję kochana i wzajemnie <3

      Usuń
  3. Jestem pacyfistką. Brzydzę sie przemocą. Boję się broni. Potępiam każdy akt przemocy dokonany na niewinnych. Czy to bomba z enola gay czy masakra nankińska... Szczerze - o tej ostatniej nie mogę myślec bez paniki, podobnie jak o Wołyniu, gdzie wymordowano całą moja rodzinę. Przeraża mnie zezwierzęcenie człowieka.
    Ważny post moja droga. Czasem trzeba sie zatrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy jestem pacyfistką? Mm, nie sadze, ale mam mocne poczucie sprawiedliwości i chętnie potraktowałabym takich rzadnych władzy ostrą agresją - wypowiada się katoliczka, w dodatku uczennica katolickiej szkoły, pozdrawiam.
    Ale złość z bezsilności to ludzka rzecz - po prostu niepojętym dla mnie jest takie okrucieństwo. Jaki debil wpada na użycie czegoś takiego? Kto bez cienia litości zabija Bogu ducha winnych ludzi, bo ON chce władzy? No na cholerę?!
    Wierze w Boga jak nikogo innego, ale w takich momentach pytam:
    Gdzieś Ty się szlajał Boże do *** nędzy?
    Szlag by te wolna wole. Bóg powinien dawno wiedzieć, ze człowiek ni uja nadaje się do rządzenia sobą.
    Wybacz takie ostre komentarze, ale wstrząsnął mną ten post. Tego Hitlera i wszystkich innych za jajca bym powiesiła.

    OdpowiedzUsuń
  5. O masz, nawet nie wiedziałam, że taki człowiek istnieje! Za nic w świecie nie chciałabym znaleźć się w jego skórze, przeżyć czegoś takiego i to dwa razy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudy się opłaciły, a post świetny. Bomby spuszczone na Hiroshimę i Nagasaki to była ogromna tragedia :( Ale jakby na to nie patrzeć był to odwet za port Pearl Harbor jeśli dobrze pamiętam z historii. Nie cierpię wojen i cierpienia ludzi...a bomby atomowe to najgorsza sprawa bo jeszcze przez wiele lat pozostawiają po sobie skutki.

    http://sakurakotoo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś już słyszałam, że był mężczyzna który przeżył dwa wybuchy atomowe, ale to była cała moja wiedza. Bardzo miło jest poszerzyć sobie tą wiedzę. Artykuł bardzo ciekawy, jego długości wcale nie odczułam. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa i piękna historia, choć trochę przykra.. Czytając o pędzie ludzi do władzy, o tym co człowiek potrafi zrobić człowiekowi nie pozwala mi myśleć inaczej niż, że ludzie są gorsi od potworów... Na szczęście ten mężczyzna nie miał żalu, przez co pokazuje, ze warto wierzyć, że czasami dobroć może pokazać nam ten promyczek słońca;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie sądziłam, że na tym świecie był ktoś, kto przeżył coś takiego. I miał pecha, bardzo delikatnie mówiąc. Nie wiem jak zareagować, co powiedzieć na ten temat. Ciężko nie wyobrażać sobie jak on musiał się czuć. Dwa razy w piekle.
    Post dłuższy, ale gdyby skrócić go, to nie przekazałabyś części i formacji. Także niech Cię nie kusi. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam dwa razy. Naprawdę niesamowite jest to ile niektórzy ludzie przeżyli, ile mogą opowiedzieć, ile zła ich spotkało. A my potrafimy tylko narzekać na wszystko....
    Wspaniałe jest to, że ten człowiek nie miał za złe Amerykanom. ''My Japończycy również zabijaliśmy''. Naprawdę podziwiam tego mężczyznę za to, że nie żywił urazy do Amerykanów.

    http://azjatyckiecukierki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeden z najciekawszych wpisów :) Bardzo fajnie opisane

    OdpowiedzUsuń
  12. Straszne to było ;( naprawdę wielka tragiedia dla narodu ;(

    OdpowiedzUsuń
  13. nawet nie wiem jak skomentować ten post... po prostu dobrze że piszesz też o takich rzeczach.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Sasame Ka z Sayonara Namida